Aczkolwiek nie kupuje tam bielizny , odstrasza mnie .
To chyba jasne. Gaci nie kupię, ale fajne halki i koszulki się zdarzają.
U mnie na niektórych ulicach jest lumpeksowe zagłębie, można znaleźć wiele skarbów.
70% zawartości swojej szafy i ścian mam z lumpeksu.
Jest to rozwiązanie dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na zbyt częste i drogie zakupy, a jednocześnie mają dobre oko.
Wydając kasę w lumpeksie nie mam wyrzutów sumienia, bo jedna bluzka nie kosztuje 70, tylko najwyżej 15 złotych.
Trzeba tylko umieć szukać.
Wycwaniłam się już na tyle, że szukam nie tyle ciuchów z drugiej ręki, co końcówek kolekcji- nienoszonych przez nikogo.
Znalazłam niedawno buty Pierre Cardin, praktycznie nowe. W sklepie kosztują 300-400 zł, w lumpku 23 zł.
Nie wzięłam ich niestety, bo były o numer za małe.
Zainwestowałam natomiast 2 dni temu w klasyczny trencz Marks and Spencer- dokładnie taki, jak chciałam, posłuży mi na pewno kilka lat. Był to najlepszy mój zakup w lumpeksie od czasów nowych rurek Diesel za 25 zł (zamiast 600).
Lubię klasykę przełamywać szalonymi dodatkami, lumpeks to pewny sposób na znalezienie czegoś, czego nie ma i nie będzie miał nikt oprócz mnie.
Chodzę do lumpeksów, jak chcę się zrelaksować. Kopanie w górach ciuchów i grzebanie na wieszakach sprawia, że odpoczywam.