Od ponad dwóch lat nie potrafię normalnie funkcjonować.Tabletki,wieszanie się,topienie,podcinanie żył,kładzenie się na
A co było przed tymi dwoma latami?
Co się stało, że zaczęło się wszystko psuć?
nic nie działa-zawsze coś dzieje się ze mną takiego,że nie wychodzi.
Widać tak naprawdę nie chcesz ze sobą kończyć - jeśli byś chciał, byłbyś bardziej... eee... skuteczny. Nieudane próby samobójcze to tak naprawdę próby zwrócenia uwagi na siebie i na swoje problemy, w najbardziej desperacki sposób - nie piszę tak, żeby Ci dokopać.
Daję ludziom z siebie wszystko aby zasypiając mieli świadomość,iż jest na tym padole nieszczęść ktoś na kim będą mogli polegać.Lecz kiedy ja zasypiam nie mogę posklejać żadnego obrazu ,który by mi przedstawił twarz takiej osoby.Nie mam najmniejszych złudzeń-nie ma takiej osoby.Ludzie,którzy mnie otaczają biorą niemiłosiernie ze mnie ponad normę lecz nie dają niczego w zamian-chociażby dobrego słowa.A co najlepsze w ogóle o mnie nie pamiętają-ważne aby się oni dobrze bawili.
Znam to z autopsji. Jestem na etapie, w którym przestałam dawać i zaczęłam wymagać, prosić, lub wychodzić z inicjatywą, np. spotkania. Z innymi znajomymi, niż dotychczas. Zaczęłam odbudowywać swoje relacje z ludźmi. Nadal nie lubię opowiadać o sobie - wolę słuchać, być może dlatego byłam (jestem?) traktowana jak gąbka, która wchłania złe nastroje innych i święty Mikołaj, który działa niezależnie od pory roku.