|
Gabi
|
 |
« : Marzec 09, 2009, 23:37:58 » |
|
Na początek link do artykułu, który ukazał się w ostatnim Twoim Stylu: http://www.styl24.pl/article.php/art_id,1945/title,RAPORT-Wszystko-o-moim-ojcu/place,1/Do przemyśleń na ten temat skłoniły mnie ten artykuł, ostatnie wydarzenia: mój udział w manifie, a także kilka postów, które napisałam dziś na pewnym feministycznym forum. Czy wasi ojcowie są w waszym życiu obecni wystarczająco, czy macie podobny do mnie (kiedyś) problem: ojciec wiecznie nie miał dla was czasu, zbywał was, nie traktował zbyt poważnie, nie byłyście (pytanie do dziewczyn) jego "małymi księżniczkami", którym tata pokazałby męski świat ze swojej perspektywy? Macie do nich pretensje, czy może są dla was autorytetami? Czy waszym zdaniem ojcowie w Polsce są wystarczająco zaangażowani w wychowanie dzieci, czy może urlop wychowawczy dla obojga rodziców na razie w Polsce pozostanie fikcją???
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|
kamasutra
|
 |
« Odpowiedz #1 : Marzec 09, 2009, 23:55:13 » |
|
Czy wasi ojcowie są w waszym życiu obecni wystarczająco, trudne pytanie mój tata do teraz myli moje imię z siostrą i swoja wnuczka ale to może dlatego ze ma same baby w domu. Pamiętam pytania w stylu: Kamila ile Ty masz lat? Kamila a do której chodzisz klasy?Czułam się i chyba nadal czuje tak jakby nie interesowało Go moje życie tak na prawde szkoła nigdy sie nie interesował,chyba dopiero w sredniej sie obudził ale to chyba jakoś w 1 klasie pod koniec ( z wiadomych przyczyn dla mnie) ojciec wiecznie nie miał dla was czasu, zbywał was, nie traktował zbyt poważnie, nie byłyście (pytanie do dziewczyn) jego "małymi księżniczkami", którym tata pokazałby męski świat ze swojej perspektywy? nawet dokładnie tego nie pamietam nie miał czasu, pamietam jak czesot dawał mi ze stolarni jakieś kawałki drewna i układałam domki , sklejałam je. Lubiłam tą zabawe wtedy zazwyczaj spędzalismy ten czas razem. Teraz to minimalne...tak jak z matką. Macie do nich pretensje, czy może są dla was autorytetami? ani to ani to. Chyba odziedziczyłam po nim brak pohamowania, wkurza się. Czy waszym zdaniem ojcowie w Polsce są wystarczająco zaangażowani w wychowanie dzieci, czy może urlop wychowawczy dla obojga rodziców na razie w Polsce pozostanie fikcją??? nie są zbyt zaangażowani jak dla mnie.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
„Opinie są jak dziury w dupie. - Każdy ma własną.”
|
|
|
|
Gabi
|
 |
« Odpowiedz #2 : Marzec 10, 2009, 00:13:47 » |
|
Pamiętam pytania w stylu: Kamila ile Ty masz lat? Kamila a do której chodzisz klasy? Czułam się i chyba nadal czuje tak jakby nie interesowało Go moje życie tak na prawde szkoła nigdy sie nie interesował Też pamiętam takie pytania, i bardzo mnie bolały, ale może byłam nadwrażliwa - nigdy nie mogłam się do tej jego sklerozy w moim temacie przyzwyczaić. Wydawało mi się to nienormalne, że ojciec nie wie o swoim dziecku nic, z wyjątkiem jego poglądów politycznych, bo to był chyba jedyny temat, przy którym nigdy na mnie nie wrzeszczał. Uwielbialiśmy komentować Fakty w TVN, na złość mamie, która kiepsko przyjmowała te nasze złośliwości - czuję, że jeśli w polityce, to mielibyśmy również wspólny głos w innych tematach. Niestety byliśmy do siebie za bardzo podobni (z charakteru i z wyglądu, haha), żeby się raz za razem nie ścierać na różne tematy - niemal każda rozmowa, próba rozmowy, kończyła się obupólnym krzykiem. Czasami jestem z tego podobieństwa dumna, czasami się tego wstydzę - mam przebłyski silnego autorytarnego stylu bycia po ojcu, i potulności po matce - jest to dość dziwna mieszanka. Czasami się przytulaliśmy, ale ojciec zdecydowanie za mało mówił mi, że mnie kocha i jestem dla niego zdolna, mądra, piękna, jedyna - teraz sama mam problemy z uwierzeniem w to, mimo mojego K. Wiem jednak, że tak myślał - najlepsze jest to, że wiem to od sąsiadki. Aż z ciekawości, jak ją kiedyś zobaczę, zapytam ją o to ponownie, bo nie chce mi się wierzyć, że tak się mną przed nią chwalił. To do niego było niepodobne, żeby powiedzieć mi to w oczy. ani to ani to. Chyba odziedziczyłam po nim brak pohamowania, wkurza się. To pewnie dość często się kłócicie - podobne charaktery tak mają... nie są zbyt zaangażowani jak dla mnie. Ale powinni być, czy mają się nie wtrącać zbytnio? Mnie dziwi moja mama - ona nie rozumie (starsze pokolenie, dzisiejsi 60-latkowie), że facet może i chce uczestniczyć przy porodzie - w życiu by nie chciała, żeby tata był obecny przy moich czy mojej siostry narodzinach, żeby widział ją w takim stanie, bo jeszcze, cyt. "seksu by mu się całkiem na długo odechciało" - a przecież to może być dla tego faceta ważne, żeby być ze swoją kobietą podczas jednej z najważniejszych chwil w życiu....
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|
Source
|
 |
« Odpowiedz #3 : Marzec 10, 2009, 01:20:47 » |
|
Wychowany w dużej części zostałem przez...babcię. Kiedy miałem lat 5 rodzice założyli firmę. Matkę widywałem po godzinie 16, ojca po 19 albo i wcale. Nie pamiętam by kiedykolwiek mi to przeszkadzało. Kiedy się przeprowadziliśmy, a miałem lat 15, rodziców czasami widywałem przez 30 minut dziennie...i tak do czasu, kiedy wyprowadziłem się, by studiować. Odbiło się to trochę na mojej wartości socjalnej. Mało towarzyski byłem, jak i zachować się w towarzystwie nie umiałem zbytnio. Nie potrafiłem nigdy spojrzeć na to z perspektywy, w której "rodzice zjebali". Sam swoim produktem byłem i jestem. Robili to co uważali za najlepsze dla siebie, jak i dla mnie. Pamiętam pytania w stylu: Kamila ile Ty masz lat? Kamila a do której chodzisz klasy? Czułam się i chyba nadal czuje tak jakby nie interesowało Go moje życie Wczoraj usłyszałem "to ile Ty w końcu masz lat". Roześmialiśmy się głośno razem z ojcem. On nawet nie wie za jaką mi szkołę płaci. Nie pamięta kiedy mam urodziny^^. Obu nam pasuje takie podejście do sprawy i życia. Dla mnie to o niczym nie świadczy. Po prostu ma swoje życie, swoje priorytety i nic mi do tego. Wystarcza miłość, życzliwość, współczucie. Kiedyś trzeba zerwać z rodzicami, by móc żyć własnym życiem. Niech pozostanie miłość i nic więcej. Żadnych rad, przywiązywania się, kontraktów, wymagań. Kiedyś trzeba dojrzeć do tego, by wziąć całą odpowiedzialność za własne życie...na siebie. Pozdrawiam Source.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|
Darn
|
 |
« Odpowiedz #4 : Marzec 10, 2009, 08:07:28 » |
|
Mój ojciec? Hmm... do pewnego momentu wychowywał mnie dziadek, rodzice byli zabiegani, zbyt zajęci.
Pamiętam, że gdy ojciec pił byłam jedyną osobą, która potrafiła nakłonić go do pójścia spać i nie rzucania czym popadnie. Gdy miałam około 14 lat tata przestał pić i wszystko się zmieniło. Nie byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, nie rozmawialiśmy o jakiś poważniejszych sprawach, ale zawsze gdy wracał z pracy siadałam koło łóżka na którym leżał i śmialiśmy się z najróżniejszych rzeczy. Zawsze gdy mój ojciec był w domu było zabawnie, czułam się lepiej. Nie powiem by włożył jakiś wielki trud w moje wychowanie, ale wiem, że to dzięki niemu umiem sobie radzić ze wszystkim co kopnie mnie w tyłek. Chyba nigdy nie usłyszałam od mojego ojca, że mnie kocha, ale kiedyś nie było to dla mnie ważne, okazywał mi to w inny sposób, zresztą teraz też tak jest. Mój ojciec pracuję w Holandii i gdy dzwoni i powie mi, że tęskni za mną, lub jak się cieszył na wieść o zdanej maturze, lub jak się bulwersuję, że gdy wyjadę z domu w maju to wrócę dopiero w grudniu - to wszystko sprawia, że wiem, że bardzo mnie kocha i stara się zrobić dla mnie wszystko, bo przecież pracuje tam by nam było lepiej. Tęsknię za moim ojcem i za wspólnymi rozmowami, on ze mną rozmawia o grach, samochodach, wydarzeniach współczesnych, nie z moim bratem. On ma z ojcem kontakt minimalny przez swoje wybryki.
Myślę, że jest wielu ojców, którzy nie wkładają zbyt wiele pracy w wychowywanie dzieci, taki urlop rodzicielski byłby dobrym pomysłem, ale nie wiem czy mężczyźni nie są za dumni, bo przecież urlopy rodzicielskie są tylko dla kobiet.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Silni, cyniczni z ironicznie zmrużonymi oczami.[/color]
|
|
|
|
kamasutra
|
 |
« Odpowiedz #5 : Marzec 10, 2009, 13:03:28 » |
|
Wydawało mi się to nienormalne, że ojciec nie wie o swoim dziecku nic, z wyjątkiem jego poglądów politycznych, bo to był chyba jedyny temat, przy którym nigdy na mnie nie wrzeszczał. ja sie nawet tutaj sprzeczałam bo byłam w wyborach za Tuskiem ojciec za Kaczyńskim.. Czasami się przytulaliśmy, ale ojciec zdecydowanie za mało mówił mi, że mnie kocha i jestem dla niego zdolna, mądra, piękna, jedyna - ] chyba tlyko jak byłam strasznie mała to mi powiedział ze mnie kocha i nigdy nie słyszałam że coś dobrze zrobiłam bla bla. to samo tyczy się mamy. Chyba nigdy tego nie oczekiwałam. To pewnie dość często się kłócicie - podobne charaktery tak mają... powinniśmy,ale mało czasu ze soba spędzamy wiec to rzadko się zdarza. Ja ze sowją rodzina nie siedze i nie debatuje nad różnymi rzeczami tak jak zdaje mi sie jets w innych domach. Ale powinni być, czy mają się nie wtrącać zbytnio? Powinni być bardzo zaangażowani, dziecko nie jets tylko matki, od małego ojciec powinien przebywać z dziećmi.Kobieta jest z tym dzieckiem w okresie ciąży wiec mały odpoczynek by sie przydał. Kiedyś trzeba zerwać z rodzicami, by móc żyć własnym życiem. Niech pozostanie miłość i nic więcej. Żadnych rad, przywiązywania się, kontraktów, wymagań. Kiedyś trzeba dojrzeć do tego, by wziąć całą odpowiedzialność za własne życie...na siebie. Zgadzam się z tym. taki urlop rodzicielski byłby dobrym pomysłem, ale nie wiem czy mężczyźni nie są za dumni Mąż koleżanki chcial taki urlop ale mu nie dali czy coś mu tam nie pasowało.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
„Opinie są jak dziury w dupie. - Każdy ma własną.”
|
|
|
|
dkf
|
 |
« Odpowiedz #6 : Marzec 10, 2009, 17:09:12 » |
|
Z ojcem mam minimalny kontakt i mi to zupełnie nie przeszkadza, nie miałabym nic przeciwko gdyby tak było i z matką. Oboje jesteśmy zbyt zimni i zasadniczy na okazywanie jakiś uczuć, a do tego on nie potrafi rozmawiać i obrazu krzyczy, bo nie potrafi wyjaśnić o co mu chodzi, więc nie rozmawiamy raczej, ani nie dyskutujemy. Dla mnie to jest naturalne i nigdy niczego od niego nie oczekiwałam. Myślę, że jest wielu ojców, którzy nie wkładają zbyt wiele pracy w wychowywanie dzieci, taki urlop rodzicielski byłby dobrym pomysłem, ale nie wiem czy mężczyźni nie są za dumni, bo przecież urlopy rodzicielskie są tylko dla kobiet. Wydaje mi się że problem jest raczej w drugą stronę, że te mamusie kwoki za nic by nie oddały swoich dzieci pod czyjąś opiekę.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|
Alicja
|
 |
« Odpowiedz #7 : Marzec 10, 2009, 20:17:48 » |
|
Też czytałam ten artykuł.
U mnie tata zawsze był z doskoku, ale bardzo się interesował i nadal się interesuje. Nigdy mnie nie zapytał ile mam lat, czy w której jestem klasie. Mama była od codziennych spraw, tata od tych ważnych - on uczył mnie jeździć na rowerze, dał mi elementarz jak miałam 5 lat i uczył mnie czytać itd. Właśnie ten okres jak miałam 5-7 lat wspominam z nim najlepiej. Później się zmieniło, jak pojawiła się moja siostra. Jesteśmy do siebie bardzo podobni, więc często nawet nie muszę z nim rozmawiać, żeby wiedział co mi chodzi po głowie. Lubił i lubi mówić wszystkim jaka ja i moja siostra jesteśmy super, pokazuje że jest z nas dumny. Ze względu na to, że mamy podobne charaktery to często dochodziło między nami do spięć - szybka kłótnia, krzyk i trzaskanie drzwiami, a później trochę spokoju. W ogóle nie byłam traktowana przez rodziców jako "miś o bardzo małym rozumku", a raczej partnersko, więc to też pozwalało mi na spory luz w tym co im wyrzucałam kilka lat temu. Tata okazuje mi miłość i mówi, że mnie kocha. Chociaż mam do niego ogromny żal za kilka jego decyzji, które nie ułatwiały i nie ułatwiają mi życia.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|
Gabi
|
 |
« Odpowiedz #8 : Marzec 10, 2009, 23:57:13 » |
|
Wczoraj usłyszałem "to ile Ty w końcu masz lat". Roześmialiśmy się głośno razem z ojcem. On nawet nie wie za jaką mi szkołę płaci. Nie pamięta kiedy mam urodziny^^. Obu nam pasuje takie podejście do sprawy i życia.
Dla mnie to o niczym nie świadczy. Po prostu ma swoje życie, swoje priorytety i nic mi do tego. Wystarcza miłość, życzliwość, współczucie. Skoro tak się nieformalnie umówiliście, że nie obchodzą i nie obchodzicie waszych urodzin, imienin i bądź czego jeszcze, to w porządku... Dla innych jednak jest to oznaka tego, że komuś widocznie nie zależy. Nie wszystkim też pasuje, że tego ojca czy matki jest w życiu tak mało. I nie każdy potrafi wychować się sam, Ty czy ja mieliśmy takie szczęście i na tyle siły. Kiedyś trzeba zerwać z rodzicami, by móc żyć własnym życiem. Niech pozostanie miłość i nic więcej. Żadnych rad, przywiązywania się, kontraktów, wymagań. Kiedyś trzeba dojrzeć do tego, by wziąć całą odpowiedzialność za własne życie...na siebie.
Rad, czemu nie, jeśli mama albo ja o to poproszę? Nie chciałabym wręcz ciągle słyszeć tylko "rób jak chcesz, jesteś przecież dorosła". Co do reszty się zgadzam - ciężko (mi samej) jednak się uwolnić, nawet finansowo, gdy ojca już nie ma, a matka zostaje sama i ma tylko mnie. Pamiętam, że gdy ojciec pił byłam jedyną osobą, która potrafiła nakłonić go do pójścia spać i nie rzucania czym popadnie. Hy, córeczka tatusia? ;-) No cóż, żałuję, jedynie, że ja nie miałam takiego wpływu na swojego. W sumie nie wiem jak to do końca było - z jednej strony dowiedziałam się kiedyś że mnie nie chciał (dołożyło to tylko do pieca z mojej strony, znienawidziłam go jeszcze bardziej), a z drugiej były też dobre momenty - zdecydowanie mniej, ale jednak - kiedy czułam, że go kocham, a on mnie. Zawsze gdy mój ojciec był w domu było zabawnie, czułam się lepiej. Pod tym mogę się podpisać - matka nie rozumie moich żartów. Tzn., w sumie poczucia humoru ojca, bo mamy takie samo. Jak coś powiem, rzucę ironią, to nie zrozumie, albo zacznie się bulwersować. Z ojcem mogłam lać jadem na wszystkie świętości. ;-) ale nie wiem czy mężczyźni nie są za dumni, bo przecież urlopy rodzicielskie są tylko dla kobiet. A ja właśnie widzę, że idzie ku lepszemu - coraz częściej od kilku lat pojawiają się na spacerach właśnie ojcowie ze swoimi dziećmi - i nie wstydzą się, że prowadzą wózek. Do sytuacji rodem ze Szwecji jeszcze nam daleko, ale kto wie, jak zmieni się społeczeństwo za 30 lat? Ja mam nadzieję, że na lepsze, że ten "powrót taty" do polskich rodzin będzie już na stałe. Na forum "feminizm" na Gazecie.pl toczy się ciekawa dyskusja odnośnie Zbigniewa Religi, który niedawno zmarł. W TVNie pokazano reportaż, z którego wynikało, że w ogóle przez pierwsze 18 lat życia swoich dzieci, się nimi nie zajmował - cały dom opierał się, jak to w śląskich tradycyjnych rodzinach, na matce. I on oczywiście był usprawiedliwiony, nikt nie zapytał go, wybitnego fachowca w swojej dziedzinie, po co w ogóle były mu dzieci i rodzina, skoro ją olewał. Z kolei na Wojciechowską, która ostatnio zdobywała jakiś tam szczyt, leją się pomyje, mimo, że zostawiła dziecko z ojcem i armią cioć i babć. To dowodzi temu, że wciąż ojciec postrzegany jest jako mniej ważny członek rodziny, a tym samym bardziej wyzwolony - mógł zająć się swoją pasją, przez nikogo nie nagabywany przez nikogo o dzieci. Chodzi o tą niesprawiedliwość - inne traktowanie ojca i matki, nierówne. Ojcu, ze względu na ważne zajęcia, jakie by nie były, zawsze wolno więcej. Kobieta ma siedzieć przy garach dopóki dziecko nie zacznie być samodzielne. Mam gdzieś takie poświęcenie swoich pasji na rzecz pieluch i samotności (bo ojciec rodziny będzie na nią zarabiał), wolę nie mieć dzieci w ogóle. Albo jakoś mądrze to podzielić, żebym miała czas również dla siebie. Ja ze sowją rodzina nie siedze i nie debatuje nad różnymi rzeczami tak jak zdaje mi sie jets w innych domach.
Znalazłabym równie dużo, w których jest tak jak u Ciebie - każdy zamyka się z obiadem we własnym pokoju, z telewizorem. Mąż koleżanki chcial taki urlop ale mu nie dali czy coś mu tam nie pasowało. To cudownie :-) Ma ode mnie +100 punktów na wejściu za same chęci. I gratulacje dla żony tego pana. Dzisiaj przechodziłam przez pokój mamy, oglądającej M jak miłość - Mroczkowi właśnie urodziła się córka serialowa, a więc uczy się jak obsługiwać niemowlę - jak doszło do rozmowy o kupie, Piotrusiowi się odechciało czegokolwiek uczyć - no kurwa, dlaczego w serialach, które ogląda miliony Polaków, powiela się takie głupie stereotypy i kalki myśleniowe? Czy naprawdę wszyscy faceci brzydzą się przewinąć własne dziecko? I myślą, że rodzi i chowa się wiecznie czyściutkie i pachnące???
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|
Source
|
 |
« Odpowiedz #9 : Marzec 11, 2009, 01:47:29 » |
|
Dla innych jednak jest to oznaka tego, że komuś widocznie nie zależy. Kiedyś pilnowała tego matka. Zacząłem się "dowiadywać o tym" mniej więcej w LO. W sumie nigdy urodzin hucznie nie obchodziłem...pamiętam tylko 17 i 18 urodziny. Dostawałem jakąś pierdołę od rodziców i byłem zadowolony. Sam zazwyczaj tydzień, dwa przed mówiłem co mi "jest potrzebne" do szczęścia. I nie każdy potrafi wychować się sam, Ty czy ja mieliśmy takie szczęście i na tyle siły. Wtedy kiedy nie wiesz, że powinno go być więcej, wszystko jest w porządku. Nie miałem okazji oglądać rodziców jakoś specjalnie zajmujących się swoimi dziećmi, nie mogłem też więc żałować, że tego nie mam. Czas spędzony w samotności był też zazwyczaj bardziej mi odpowiadał. Przynajmniej tak po 10 roku życia, kiedy liczyło się granie na kompie i w piłkę a nie wspólne naprawianie samochodu czy wkręcanie śrubek. Rad, czemu nie, jeśli mama albo ja o to poproszę? Mam osobisty wstręt do rad. Lubię opinię... "rób jak chcesz, jesteś przecież dorosła" też jest...radą. Nie znoszę presji i żadnych sugestii co do tego, co jest dobre, właściwie. Nigdy nie znosiłem gdy rodzice chcieli mnie od czegoś uchronić. Muszę wdepnąć w największe gówno żeby się nauczyć, że nie warto. Tak było z dragami i wieloma innymi rzeczami. Najlepsze podejście dla mnie, jakie może być to "powiedz mi co chcesz zrobić, a ja powiem, że to najlepsze co możesz zrobić...bo Twoje. Miałeś powód żeby to wymyślić". Pozdrawiam Source.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|
kamasutra
|
 |
« Odpowiedz #10 : Marzec 11, 2009, 14:11:51 » |
|
Znalazłabym równie dużo, w których jest tak jak u Ciebie - każdy zamyka się z obiadem we własnym pokoju, z telewizorem. zależy obiad to jeszcze jeszcze czasem jemy ale drażnią mnie ich uwagi wiec jadam w najszybszym tępie jakim potrafie i spadam do siebie To cudownie :-) Ma ode mnie +100 punktów na wejściu za same chęci. I gratulacje dla żony tego pana. no fakt ja jej też gratuluje bo to na prawde porządny facet  Czy naprawdę wszyscy faceci brzydzą się przewinąć własne dziecko? jako kobieta nie lubiłam kupek Amelki w pieluszce ;P :562: ale to nie moje dziecko więc pewnie inna sprawa ;P
|
|
|
|
|
Zapisane
|
„Opinie są jak dziury w dupie. - Każdy ma własną.”
|
|
|
|
Gabi
|
 |
« Odpowiedz #11 : Marzec 13, 2009, 21:52:06 » |
|
Wtedy kiedy nie wiesz, że powinno go być więcej, wszystko jest w porządku. Nie miałem okazji oglądać rodziców jakoś specjalnie zajmujących się swoimi dziećmi, nie mogłem też więc żałować, że tego nie mam. Czas spędzony w samotności był też zazwyczaj bardziej mi odpowiadał. Też byłam samotniczką, lubiłam czytać w swoim pokoju, chociaż czasami chciałam, żeby rodzice gdzieś ze mną wyszli, żebyśmy zrobili coś razem - ale byłam naiwna. Moim "starym" już się w moim przypadku nie chciało. Mój ojciec poza tym zajmował się moją siostrą dużo dokładniej niż mną - może dlatego, że lata komuny były w naszej rodzinie lepsze, niż ostatnie 20 lat, a może po prostu dlatego, że uważał, że jest za stary na wychowywanie mnie. Jak się urodziłam, był przerażony, mimo, że na dzisiejsze standardy, rodzice nie byli starzy - mieli po 42 lata i mogli się jeszcze spokojnie mną zająć. Obecnie 40-latki wyglądają i zachowują się często jak 30-tki. Ale właśnie: wiek to nie metryka, tylko to, co siedzi w psychice. Poza tym widziałam go przez ostatnie 20 lat częściej pijanego, niż trzeźwego, w przeciwieństwie do mojej siostry, która urodziła się pierwsza, kiedy jeszcze nie pił. Z moją siostrą pływał, chodził na grzyby do lasu, na wycieczki, a ze mną już mu się nie chciało nawet gadać. A ja tego czasem chciałam, potrzebowałam. Nie byłam w wieku 13-14 lat samowystarczalna, potrzebowałam rad rodziców. Ojciec nie rozumiał babskich spraw, tego, że potrzebuję na kolejną parę butów, czy po prostu chcę się podobać ;-) Wiecznie były kłótnie o pieniądze, o to że poszłam do droższego fryzjera, wypominał mi, dlaczego nie obetnę się na chłopaka (!!!) - czasem mam wrażenie, że chciał, żebym była tego jego synem. Nigdy nie znosiłem gdy rodzice chcieli mnie od czegoś uchronić. Muszę wdepnąć w największe gówno żeby się nauczyć, że nie warto. Tak było z dragami i wieloma innymi rzeczami.
Najlepsze podejście dla mnie, jakie może być to "powiedz mi co chcesz zrobić, a ja powiem, że to najlepsze co możesz zrobić...bo Twoje. Miałeś powód żeby to wymyślić". I zgodnie z tym co piszesz, powiesz swojemu nastoletniemu synowi - idź, spróbuj narkotyków, a jak się będziesz dobrze bawił, to przynieś też trochę tacie? A potem będziesz załatwiał osobiście odwyk w szpitalu, czy dasz synowi czy córce zejść na samo dno? Dla mnie to naturalne, że rodzice chcą chronić swoje dzieci. I gdy wchodzą na jakieś wysokie barierki, czy jest ryzyko, że rozwalą sobie głowę na huśtawce, zdejmują je z tej huśtawki, nie czekając aż dozna wstrząsu mózgu podczas zabawy.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|
dkf
|
 |
« Odpowiedz #12 : Marzec 13, 2009, 22:53:39 » |
|
Source napisał/a: Wtedy kiedy nie wiesz, że powinno go być więcej, wszystko jest w porządku. Nie miałem okazji oglądać rodziców jakoś specjalnie zajmujących się swoimi dziećmi, nie mogłem też więc żałować, że tego nie mam. Czas spędzony w samotności był też zazwyczaj bardziej mi odpowiadał.
Też byłam samotniczką, lubiłam czytać w swoim pokoju, chociaż czasami chciałam, żeby rodzice gdzieś ze mną wyszli, żebyśmy zrobili coś razem - ale byłam naiwna. To tez jest indywidualna kwestia potrzeb poszczególnego dziecka. Osobiście jakoś bym się dziwnie czuła jak by rodzice nagle (nawet nie mówię że teraz ale jak byłam młodsza) zaczęli robić rodzinne wypady czy niedzielne spacerki (jakoś zawsze mama była od wychowywania mnie i siostry). Wielkiego okazywania uczuć, a tym bardziej mówienia o tym tym bardziej nigdy nie było i nie ma, co raczej wydawało mi sie zawsze normą a nie odchyleniem od niej (chodź doskonale sobie zdaje sprawę z tego że mam problemy z okazywaniem uczuć i emocji, żeby nie powiedzieć że jestem upośledzona emocjonalnie, chodź moja siostra ma mniejsze z tym problemy, ale również jest to zauważalne w szczególności w relacji z chłopakami - w wersji para). Mam osobisty wstręt do rad. Lubię opinię... "rób jak chcesz, jesteś przecież dorosła" też jest...radą. Nie znoszę presji i żadnych sugestii co do tego, co jest dobre, właściwie. Nigdy nie znosiłem gdy rodzice chcieli mnie od czegoś uchronić. Muszę wdepnąć w największe gówno żeby się nauczyć, że nie warto. Tak było z dragami i wieloma innymi rzeczami.
Ty miałeś na tyle szczęścia, rozumu czy czego tam jeszcze, że w porę się obudziłeś i zrozumiałeś ze nie tędy droga np z tymi dragami, jednak wiele osób się zatraca, a jakie są skutki to każdy wie. I co taki rodzić ma powiedzieć no trudno, stało się, przynajmniej miał barwne i ciekawe życie?? Najlepsze podejście dla mnie, jakie może być to "powiedz mi co chcesz zrobić, a ja powiem, że to najlepsze co możesz zrobić...bo Twoje. Miałeś powód żeby to wymyślić". Tak dzieciaczek wysadzi cały dom petardami, czy jakimiś doświadczeniami, ale przecież to było najlepsze co mógł w danym momencie wymyślić. A do tego jeszcze sam na sobie się nauczył jakie to ma konsekwencje i że więcej tego nie będzie robił, ale pomińmy już że nie ma już gdzie tego robić, bo spalił cały rodzinny dorobek, albo czym bo został kaleką. W niegroźnych sytuacjach oczywiście że trzeba dać dziecku wolną rękę i musi pewne rzeczy sam przeżyć nawet jeśli są to bolesne albo nieprzyjemne doświadczenia, ale jednak rodzice są od tego żeby dziecko chronić i uczyć, a nie dać pieniądze i puścić samopas, licząc że ma na tyle rozumu że coś z niego wyrośnie.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|