jak bardzo zdenerwowani są kierowcy, trąbią, wyklinają, czasami dochodzi do rękoczynów.
Haha, przypomniało mi się jak ostatnio przechodziłam na pasach, to kierowca wydarł mordę, że nie powinnam - jeszcze kiedyś bym go przepraszała, teraz sama się wydarłam, że jest ślepy i niech se zobaczy, że pasy są ale niewyraźne, bo wytarte przez koła samochodów. Nie wyobrażam sobie siebie jako kierowcy.
Nic mnie bardziej nie wkurwia, jak manewry na drodze, w tramwajach i w autobusach.
Wchodzenie na ulicę, jak jest czerwone, wyprzedzanie na chama, przepychanie się w drzwiach i nie tylko bez słowa przepraszam, patrzenie z byka, rzut torebką na wolne miejsce, byle bym tylko głupiej babie nie zajęła.
Albo ostatnio miałam na ramieniu z tyłu torebkę, którą trzymałam, stałam w autobusie, a za mną siedziała jedna babka - patrzę, ktoś puka mnie w plecy: - proszę uważać, bo uderzy pani torebkę tę panią.
- ja: przecież uważam, trzymam tę torebkę.
- pukająca: no, właśnie nie bardzo. - z takim suczym wyrazem twarzy.
Gdybym była w humorze, to mogłabym dyskutować, ale akurat wysiadałam.
Często w związku z tym chodzę poirytowana - spędzam pół dnia w autobusach i coś takiego naprawdę potrafi kumulować we mnie złość na cały świat.
Na szczęście wyżywam się na sali gimnastycznej.
Chyba, że ktoś mnie wkurzy i ewidentnie nie ma racji.