Jeśli ktoś zetknął się z tym kartami może siebie, swoich bliskich, mieszkanie oczyścić za pomocą białej szałwi. Otwieramy wszystkie szuflady, szafy, szafki i okadzamy całe mieszkanie idąc od drzwi obchodząc całe mieszkanie w stronę wyjścia. Szałwię palimy nad talerzykiem z solą. Wychodząc wysypujemy sól i popiół przed domem. Jeśli jesteśmy wierzący można zmówić modlitwę, jeśli nie wracamy po co najmniej godzinie i wietrzymy mieszkanie.
Jasne. Przecież nie wystarczy po prostu nie używać kart. ;]
To smutne, ze ludzie biorą karty tak dosłownie. Fatalistycznie po prostu.
Podczas gdy (IMO) one mogą co najwyżej uświadomić nas o pewnych słabościach czy nieprawidłowościach w postrzeganiu świata. Moga doradzić. Nie decydują o losie.
Mam karty do tarota w domu. Kupilem, bo rysunki Luisa Royo, wyglądają naprawdę genialnie. ;]
Nigdy nie wierzyłem w ich prorocza moc, ale nawet z nudów przeglądając znaczenia kart, moglem zreflektować się nad własnym zachowaniem. Nad tym jak karty się do niego maja.
Problem leży nie w kartach, tylko w ludziach, którzy się nimi bawią ;]