Nie rozumiem Ciebie miyako. W tym wszystkim zauważyłam, że Ty nie jesteś tolerancyjna dla ludzi, którzy po prostu lubią dużo gadać i komentować na ulicy (czasem po prostu pod wpływem impulsu, nieprzemyślnie). Więc? Albo jest się tolerancyjnym albo nie. Zakładasz, że każdy komentarz wypowiedziany w naszym życiu jest podłą plotką? Nigdy niczego nie skomentowałaś? Nie powiedziałaś nigdy koleżance, że jakiś nauczyciel jest wredny bo dostałaś niesprawiedliwą ocenę, albo czy jakby ktoś roześmiany szedł w samych gaciach na ulicy, a Ty szłabyś ze znajomymi, po kilku metrach nie obgadałabyś tego zjawiska z kumplami? Jeśli nie, to śmiało rzucaj kamień.
Nie jestem tolerancyjna, zdarza mi się komentować, gdy coś mnie zaskoczy, ale staram się to zmienić. Tak, żeby nikt nie wzbudził mojego obrzydzenia i, żebym nigdy nie powiedziała: Fuj, na czyiś widok.
Moim zdaniem przytoczenie osoby z nowotworem było zupełnie nietrafione,
Tego się obawiałam.

nie bycie tolerancyjnym dla wszystkiego na świecie, przecież logiczne, że niektóre rzeczy i zjawiska są nam bliższe a inne odwrotnie.
Różne rzeczy moga być bliższe i dalsze, a mimo to tolerowane. Może jednak da się być tolerancyjnym dla wszystkiego? Ja do tego dążę.
Po co mi przejmować się opiniami ludzi na których mi nie zależy? Niech sobie gadają.
Nie wszyscy są tak obojętni na opinię innych. W niektórych przypadkach konsekwencje szybszego mówienia, niż myślenia moga być potężne.
Ludzie komentują wszystko. Idzie fajny chłopak, grupka dziewczyn powie na raz: "widziałaś to ciacho"? Tak samo pewnie zareagują, gdy napotkają coś co ich zniesmaczy.
Czy to znaczy, że nie warto tego zmieniać?