|
Straho
|
 |
« Odpowiedz #81 : Wrzesień 03, 2008, 17:53:18 » |
|
Teraz ja się trochę wypowiem na ten temat. Mój dziadek, który jest już bardzo ale to bardzo stray opowiadał mi o duchach. Nie były to bajki, były to autentyczne rzeczy. A cała historia, którą przeżył zaczęła się w leśie. W owym lesie w pewnym miejscu była wilka kopa drobych patyków, przeszedł obok niej obojętnie. Gdy juz przeszedł kilka metrów z gęstwin wyłonił się człowiek, cały odziany na czarno, był ubrany w czarny garnitur. Osoba ta skręciła w stronę dziadka, dziadek szedł tak coby się z tym kimś nie zderzyć, i nie zderzył się tylko ten ktoś przez niego przeszedł jak duch. A gdy dziadek się obrucił już nikogo nie było. Wystraszony zaczął biec ile miał sił w nogach mówił, ze pobiegł do najbliższego domu, a przy chałupie był pies. Był taki szybki ze pies nawet nie wyszedł z budy a on już był w tym domu. Opowiedział o wszystkim owym domownikom. Jak się okazało na tą kupkę patyków każdy zawsze codziennie daje jeden patyk gdyż zginęła tam pewna osoba i to na jej pamiatke. Był to jednak przedsmak wszystkiego. Było spokojnie, po roku zaczęło straszyć u niego w domu. Ktoś podnosił pokrywkę z garnka gdy gotował mleko. Dziadek myślał, że to jego śp. brat robi sobie żarty i przywiązał przykrywkę na nitce, jednak to nie do. Różnojakie rzeczy zaczęły spadać z półek. I znów był okres gdy wszystko ustało. Trwał zaledwie kilka miesięcy, pewnego razu spał gdy cos zaczeło okropnie bić w sciany domu. Dziadek wraz ze swoim śp. wujkiem wybiegli na pole, zeby sprawdzic co to. Akurat była zima i mieli nadzieję, ze zobaczą czyjes ślady. Nie było nic pusto. Po wejsciu do domu znów cos zaczeło uderzać w ściany, wtedy sie rzodzielili dziadek wyszedł dzwiami frontowymi a wujek wejsciowymi. Nadal nic nie było. Gdy wrucili do domu wszystkie rzeczy leżały na ziemi, butelki były potłuczone, kij miotłu połamany, radio szło na cały regulator. I znów wszystko ustało. Przerwa trwała aż 55 lat. Stało się to kilka tygodni temu po smierci jego żony. Śpiąc coś łapało go za duży palec u nogi, sciagało z niego kołdrę. Raz nawet coś niewidzialnego zaczęło ściągać z niego sweter. I dzieję się tak dalej. Ja dziadkowi akurat wierzę, bo opowiadajac to płakał ze strachu jak małe dziecko.
Opowiadał mi także, że podczas wojny wieczorem pasając krowy ktoś wołał "chuchu chuchu" przychodziło coś wielkiego ciemnego na ksztaut kopy siana takiej jakie można znaleśc w górach, należało wtedy chwycic się za ogon krowy i to cos znikało. W to akurat już wierzę trochę mniej.
|